Polskie dyktando w Londynie

Pierwsze polskie dyktando w Londynie odbyło się w niedzielę 13 października 2013 r. w sali wykładowej PON UJ w budynku POSK-u (238-246 King Street, London W6 ORF) o godz. 11.30. Prowadziła je prezenterka BBC polskiego pochodzenia, Katarzyna Madera.

Swoją znajomość ortografii mógł sprawdzić każdy, kto włada językiem polskim i mieszka w Wielkiej Brytanii. Zwycięzca otrzymał tytuł Mistrza Ortografii oraz voucher o wartości 500 GBP do sklepu WH Smith.

Poniżej zamieszczamy nagranie oraz tekst dyktanda dla tych, którym nie udało się dojechać a którzy chcieliby sprawdzić swoje umiejętności.


REGULAMIN DYKTANDA

 

Przewodniczącą jury była dr Agnieszka Rabiej.

Dr Agnieszka Rabiej  adiunkt w Centrum Języka i Kultury Polskiej w Świecie UJ, absolwentka filologii polskiej oraz studiów doktoranckich na Wydziale Polonistyki UJ. Uczyła języka i kultury polskiej w Trinity College w Dublinie, a także uczestniczyła w pracach zespołu ekspertów MEN nad przygotowaniem podstawy programowej dla uczniów szkół polskich za granicą. Członek Zespołu Autorów Zadań i Egzaminatorów Państwowej Komisji Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego. Autorka serii podręczników do nauki języka polskiego jako drugiego dla dzieci Lubię polski! 1 (2009), Lubię polski! 2 (2010), zbiorów ćwiczeń rozwijających sprawność czytania u dzieci Lubię czytać po polsku! 1 (2011), Lubię czytać po polsku! 2 (2011), a także artykułów z zakresu nauczania i promocji języka polskiego w świecie. Współredagowała Programy do nauczania języka polskiego jako obcego dla poziomów A1-C2 (2011) oraz zbiór lekcji dla cudzoziemców na różnym poziomie zaawansowania językowego 40 koncepcji dobrych lekcji (2011). Prowadzi zajęcia z obcokrajowcami, studentami studiów II stopnia i studiów podyplomowych oraz warsztaty metodyczne dla nauczycieli polonijnych w Polsce i za granicą.

DYKTANDO 2013, LONDYN

Gdy ujrzałem ją po raz pierwszy, była ubrana w biało-czerwony półgolf i spódnicę o bladoróżowym odcieniu. Miała na sobie drogocenną biżuterię firmy Jablonex, która kontrastowała z ryżym odcieniem jej krzywo zaczesanych włosów. Choć nie lubiłem kobiet w wieku balzakowskim, a mojej ekssympatii wręcz nienawidziłem, wystarczyło, że spojrzała na mnie znienacka i w okamgnieniu zostałem zauroczony. Była pół Francuzką, pół Rosjanką, o którą próżno zabiegało pół tuzina mężczyzn zachodnioeuropejskich. Warto by scharakteryzować jej niebanalne zainteresowania sztuką islamu, dramatami Szekspirowskimi, które uznawała za arcydzieła wszech czasów oraz dziejami Greków i Rzymian. Zaskoczyły mnie także jej ultrakonserwatywne poglądy, a nade wszystko chroniczna niechęć do PRL-u. Widywaliśmy się rzadko, bo co tydzień, ponieważ jej poza pseudointelektualistki, jakkolwiekby tego nie nazwać, była nie do zniesienia. Nasz słodko-kwaśny związek rozpadł się – wydawałoby się – na pewno zbyt wcześnie, bo w walentynki 2009 roku w sposób bardzo niemiły. Po prostu niepodobna byłoby go kontynuować. Później widziałem ją jeszcze raz z Charlesem Disneyem, londyńczykiem, znanym żigolakiem, jak jechali jasnożółtym mercedesem. Była chyba szczęśliwa, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że jej chłopak był zamieszany w kradzież witraży w kościele Mariackim w Krakowie. Zresztą jej dalsza historia jest nie ciekawsza. Ostatecznie związała się z Charles’em Larousse’em, niby-Francuzem o quasi-inteligenckim wyglądzie, którego poznała na Kasprowym Wierchu. Był on specjalistą od instalacji mikroczujników ruchu i potrafił uwieść każdą kobietę. Zamieszkali razem w Wielkiej Brytanii. Mam nadzieję, że nie biorą udziału w 1. Polskim Dyktandzie w Londynie…