Emigracja dzisiaj

(…) jako historycy mamy obowiązek mówić prawdę o przeszłości, o ile ją znamy,
ale to zupełnie inna sprawa niż doszukiwanie się prawdy w życiu ludzi dzisiejszych.
Angus Wilson, Anglo-Saxon Attitudes [1]

„Starzy”, „nowi”, „młodzi”…

W przeważającej mierze jestem historykiem i staram się trzymać zasady nie podejmowania tematyki, o którą ociera się moja biografia lub pamięć. Byłem uczestnikiem i świadkiem zjawiska, jakim jest nowa polska emigracja w Zjednoczonym Królestwie. Formułuję więc poniższe uwagi w stylu bardziej publicystycznym, niż socjologiczno-historycznym. Oczywiście dalsze dzieje będą się przeplatać ze współczesnością, gdyż tak właśnie widzę specyfikę opisywanego fenomenu.

Społeczność polska w Wielkiej Brytanii składa się z kilku warstw, które różnią się w sensie historycznym, pokoleniowym, mentalnym i motywacyjnym. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, Francji, Argentyny czy Brazylii, nie mamy tutaj do czynienia z emigracją „starą” – dziewiętnastowieczną i przedwojenną. Jej tkanka społeczna i organizacyjna była bardzo słaba, choć np. Polska Misja Katolicka istniała już od 1894 roku. Możemy natomiast wymienić kilka ważnych nazwisk ludzi mieszkających tu przed 1940 rokiem, ludzi, którzy zapisali się w dziejach kultury polskiej na Wyspach: malarza Feliksa Topolskiego, publicystę Kazimierza Smogorzewskiego, czy pisarza Zygmunta Grabowskiego. Także Edward Raczyński pełnił tu już przed wojną funkcję ambasadora. Nie zmienia to faktu, że właśnie dzień przybycia do Londynu prezydenta RP Władysława Raczkiewicza – 21 czerwca 1940 – mógłby zostać ogłoszony świętem „Przybycia Polaków do UK”. Odtąd historia dwóch narodów splata się w sposób szczególny. Oddziałujemy na siebie w stopniu, który nie jest chyba dotąd doceniony i opisany. Nie widać także końca tego procesu.

„Ojcowie – założyciele” (ale także matki…) społeczności polskiej – polityczna emigracja powojenna o rodowodzie żołnierskim i niepodległościowym – stanowią oczywiście do dziś najbardziej wyrazistą grupę. Wzmocniona falą przyjazdu członków rodzin z kraju w latach 1945-1947 i bezpośrednio po 1956 roku, zbudowała nie tylko ważną dla naszych uniwersalnych dziejów „Polskę poza Polską”, ale równolegle podstawy organizacyjne życia lokalnego – parafie, szkoły sobotnie, kluby, stowarzyszenia zawodowe itp. Indywidualne przyjazdy do 1968 roku zostały z czasem zaabsorbowane (w różnym stopniu) przez tę społeczność. Koligacje rodzinne grały w tym procesie rolę pierwszorzędną, ale, jak wspominają jego uczestnicy, integracja zarówno w świecie brytyjskim, jak i polskim – emigracyjnym zajmowała w niektórych przypadkach nawet dwadzieścia lat [2]. Nieliczna na Wyspach fala pomarcowa zaistniała samodzielnie, lecz wyłącznie elitarnie – w dziedzinie historii myśli politycznej poprzez założenie i wydawanie pisma „Aneks” oraz poprzez rolę w kształtowaniu Polskiej Sekcji BBC. Dopiero jednak emigracja solidarnościowa lat 1980. (również nie tak liczna w UK, jak w innych krajach Zachodu) stała się uchwytna w wymiarze społecznym.

Do roku 1989 każda decyzja opuszczenia Polski Ludowej miała charakter polityczny i nie sposób jest oddzielić wyborów o przesłankach materialnych od moralnych, czy światopoglądowych. Dawało to natomiast – przynajmniej w teorii – przyjezdnym Polakom rodzaj „biletu wstępu” w kręgi niepodległościowego Wychodźstwa. Nic nie działo się automatycznie. Lidia Ciołkoszowa wspominała pod koniec lat 1980.: „Nowa emigracja odniosła się do starej […] bez cienia zrozumienia, nie zdając sobie sprawy z tego, jak ciężkie lata miała polska emigracja w Anglii i ile lat trzeba było poświęcić pracy, niezwiązanej niejednokrotnie z zawodem, żeby dojść do tego, do czego ci ludzie tutaj doszli. Jak styczniowa emigracja zetknęła się z resztkami listopadowej, to też tak było. Wzajemne podejrzenia, wzajemne nieporozumienia, jak w każdej emigracji, ale powoli współpraca rośnie” [3]. Wtórował Jan Nowak (Zdzisław Jeziorański): „[…] emigracja [wojenna] – nie zdając sobie sprawy z tego – jest w gruncie rzeczy szalenie ekskluzywna. W swoich starych organizacjach niechętnie dopuszcza do głosu nowy narybek, jaki napływa z Polski; ma do tych młodych stosunek – powiedziałbym – protekcjonalny” [4]. Jeśli problemy takie spotykały rodaków w warunkach stanu wojennego (ujmujemy ten okres umownie, jako lata 1981-1989), to cóż powiedzieć o losie przyjezdnych po 1990 roku?

W tym miejscu nie mogę odmówić sobie jednak sformułowania dygresji historyczno-metodologicznej. Po latach różnice się zacierają i – być może z szerszej już perspektywy – należałoby zastosować wobec dziejów emigracji lat 1945-1990 pewien zabieg poszerzający, tak jak proponuje to Irena Koberdowa w odniesieniu do Wielkiej Emigracji z XIX w. Terminu tego używa „na określenie wychodźstwa polskiego nie tylko po upadku Powstania Listopadowego, jak to jest na ogół w zwyczaju, lecz także po następnych zrywach niepodległościowych do styczniowego […] włącznie. Miało ono bowiem wspólną cechę podstawową – była to emigracja polityczna, spowodowana udziałem w walce narodowowyzwoleńczej”. Odróżnia ją to zasadniczo od ówczesnej emigracji zarobkowej, jak i od innej emigracji politycznej – zmuszonych do ucieczki za granicę działaczy socjalistycznych lat 1870. [5]. Wydaje mi się, że taka periodyzacja w odniesieniu do wieku XX – przy wszelkich różnicach dzielących obie Wielkie Emigracje i charakter „walki niepodległościowej” – może mieć zastosowanie. Nim przejdziemy do omówienia fali współczesnego wychodźstwa z lat 1990-2004 oraz po 2004 roku i jego spotkania na gruncie brytyjskim z żywą Drugą Wielką Emigracją (DWE), zatrzymajmy się na moment przy dacie 1990 – symbolicznym końcu jej roli historycznej. Ważne jest to dla zrozumienia tła budującego relacje epigonów DWE z nowymi przybyszami.